WYRÓŻNIENIE W KONKURSIE FOTOGRAFICZNYM !

Uczennica kl. III b – Małgosia Bruska wzięła udział w III edycji ogólnopolskiego konkursu fotograficznego PIĘKNO LASU FSC.

W tegorocznej edycji uczestniczyło ponad 230 amatorów fotografii przyrodniczo-leśnej.

Spośród 500 nadesłanych prac, do ścisłej czołówki zakwalifikowano

 40 fotografii.

Następnie zdjęcia zostały ocenione przez 9 osobowe jury, w którym znaleźli się przedstawiciele FSC Polska oraz reprezentanci sponsorów i partnerów projektu. Galeria wybranych zdjęć dostępna jest pod adresem:

http://pl.fsc.org/konkurs2013/index.html

 

Fotografia Małgosi Bruskiej ukazała się w kalendarzu FSC.

 

 Serdeczne Gratulacje !


„Pradolina Słupi’’


Gminny Ośrodek Kultury w Kołczygłowach zorganizowała konkurs fotograficzny pod tytułem:
„MAGIA PRZYRODY – PRADOLINA SŁUPI”
Celem tego konkursu była m.in. popularyzacja walorów doliny Słupi.

Rozstrzygnięcie konkursu odbyło się 17 września 2013 r.

Laureatką pierwszego miejsca została uczennica Gimnazjum w Starkowie – Magdalena Stoltman z kl. III b.



UTALENTOWANE GIMNAZJALISTKI

Talent Moniki Szczęsnej i Natalii Bodnar – uczennic Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy w Starkowie – zauważono i doceniono w ogólnopolskich konkursach literackich. 

Talent Natalii Bodnar na przestrzeni ostatniego miesiąca doceniono aż dwukrotnie. 21 marca dotarła do nas informacja o zajęciu przez Natalię III miejsca w VII. Ogólnopolskim Konkursie BARWY MORZA, a 3 kwietnia o wyróżnieniu, jakie  Natalia otrzymała w XXVIII. Międzynarodowym Konkursie Literackiej Twórczości Dzieci i Młodzieży Gimnazjalnej.

Ogólnopolski Konkurs BARWY MORZA 2012  zorganizowany przez Szkoły Okrętowe i Ogólnokształcące Conradinum w Gdańsku skierowany był do publicznych oraz niepublicznych szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, a także innych placówek na terenie kraju. Konkurs wraz z wystawą pokonkursową był imprezą towarzyszącą w ramach Europejskiego Tygodnia Stoczniowego, a także Dni Otwartych Szkół Okrętowych i Ogólnokształcących Conradinum w Gdańsku. Konkurs odbywał się pod patronatem honorowym Prezydenta Miasta Gdańska. Jego celem było, jak pisali organizatorzy, ujawnienie talentów i promocja uzdolnionych młodych twórców. Niewątpliwie do takich osób zaliczyć można Natalię Bodnar.

 Opowiadanie Natalii pt. „Sztorm zapomnianych uczuć” kapituła konkursu postanowiła nagrodzić III miejscem i uhonorować pamiątkowym dyplomem oraz nagrodami rzeczowymi. Natalia, choć jest dopiero w II klasie gimnazjum, zbiera już dodatkowe punkty, które w przyszłości może pomogą jej dostać się do wymarzonej szkoły średniej.

Ogromny sukces Natalia Bodnar odniosła również w XXVIII. Międzynarodowym Konkursie Literackim Twórczości Dzieci i Młodzieży Gimnazjalnej. Gimnazjalistka przekazała do oceny swoje najnowsze opowiadanie pt. „Dziewczyna”, które jury zauważyło i postanowiło wyróżnić.

Prace przesłane na ww. konkurs oceniała komisja jurorów w składzie: Wanda Chotomska, dr Marianna Borawska, dr Anna Wiech, Jolanta Nitkowska-Węglarz, dr Barbara Kosmowska, Maria Pietryka–Małkiewicz, Izabela Drużba, Katarzyna Duda, prof. dr hab. Zbigniew Zielonka, Jerzy Fryckowski, Marcin Greczuk, Jan Wild, Paweł Duda. W ww. gronie znaleźli się: poeci, pisarze, dziennikarze, krytycy literaccy, pracownicy naukowi Uniwersytetu Warszawskiego, Akademii Pomorskiej w Słupsku, nauczyciele poloniści.

Według Wandy Chotomskiej – znanej poetki i przewodniczącej komisji – konkurs ten jest największą w kraju imprezą kulturalną poświęconą młodym talentom literackim i promującą dziecięcą twórczość.

Natalia miała wielu konkurentów w drodze po wyróżnienie. Organizatorzy podali informację, że na tegoroczny konkurs  nadesłano aż 9321 zestawów tekstów literackich z 402 szkół podstawowych i gimnazjów z całej Polski oraz 421 wierszy i opowiadań młodzieży polonijnej z 36 szkół w Stanach Zjednoczonych i 112 utworów literackich z 3 szkół w Berlinie.

Natalia Bodnar została zaproszona na uroczyste podsumowanie konkursu, które odbędzie się 21 maja 2012 r. w sali Polskiej Filharmonii Sinfonia Baltica w Słupsku. Do tego czasu organizatorzy nagrodzone i wyróżnione wiersze i opowiadania opublikują w książce pokonkursowej „Potrzebuję czułości świata” i będą ją wręczać młodym literatom podczas uroczystej gali.  


W programie gali finałowej z udziałem laureatów, zaproszonych gości: przedstawicieli Parlamentu, władz wojewódzkich i samorządowych, nauczycieli, bibliotekarzy, społeczności lokalnej oraz przedstawicieli mediów, przewidziano: recytację wybranych wierszy laureatów, omówienie wyników tegorocznej edycji konkursu, wystąpienie pana Prezydenta Miasta Słupska – Macieja Kobylińskiego, wystąpienie pani Wandy Chotomskiej – przewodniczącej jury, zabranie głosu przez zaproszonych gości – parlamentarzystów, gości z USA, przedstawicieli władz oświatowych, wręczenie dyplomów, nagród i książek pokonkursowych laureatom XXVIII Konkursu, spektakl teatralny w wykonaniu uczniów Gimnazjum nr 2 w Słupsku, poczęstunek oraz  spotkanie autorskie z Wandą Chotomską zakończone wpisem dedykacji do książek pokonkursowych.



Poznaj prace Natalii

Sztorm zapomnianych uczuć


 Swoją opowieść rozpoczęłam tutaj. Na bezkresnych wodach Bałtyku. Moja mała samotna łódź wraz ze mną na skromnym drewnianym pokładzie przez długie lata poszukiwała tego, co jest z w życiu najważniejsze. Celem moich poszukiwań były małe, z pozoru bardzo proste rzeczy, które w sercu posiada każdy człowiek. Nazywamy je uczuciami. Pewnie zastanawiacie się, dlaczego wybrałam się w taką ryzykowną podróż. Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. W swoim życiu natknęłam się na wielu ludzi, którzy swoje uczucia zatopili w morzu codziennych zajęć i obowiązków. Postanowiłam im pomóc, ale na początku nie wiedziałam, jak to zrobić. Moje przygotowania trwały parę miesięcy...

Każdego wieczoru zabierałam z pokoju podręczną torbę i wymykałam się po cichu z domu. Chodziłam do pobliskiego portu, w którym zacumowana była stara łódź mojego dziadka. Wchodziłam po drewnianych, skrzypiących schodach i siadałam za sterem.  Wyobrażałam sobie siebie w dalekim rejsie. Tylko ja i morze. Ta stara łódź, w której jeszcze było czuć zapach dymu z dziadkowej fajki, była miejscem, w którym przez kilka miesięcy bywałam codziennie. Tylko tutaj potrafiłam planować swoją przyszłość i analizować przeszłość. Wpatrując się w morze oświetlane ostatnimi promieniami zachodzącego słońca, przypominałam sobie ten jeden moment z czasów dzieciństwa, który utkwił mi w pamięci. Przypominałam sobie dziadka, któremu jako mała dziewczynka siadałam na kolanach, wsłuchując się w jego morskie opowieści. Od dziecka powtarzał mi, że jego największym marzeniem jest jego mała wnusia, która tak jak on wypływa w samotne rejsy. Jego stare mapy i kompasy do dzisiaj pozostały na swoim miejscu, wypełniając pustkę, jaka po nim została.
W końcu po wielu miesiącach przemyśleń postanowiłam wypłynąć w rejs. Czułam, że jestem na to gotowa. Niestety, najpierw musiałam odnowić łódź dziadka. Na szczęście nie zajęło mi to zbyt dużo czasu. Nie wiedziałam, ile mnie nie będzie i czy przeżyję. Wiedziałam jednak, że muszę spełnić wolę starego wilka morskiego i pomóc tym ludziom. Postanowiłam wypłynąć. W małej spiżarni zgromadziłam zapasy jedzenia i picia. Byłam podekscytowana i zdenerwowana zarazem. Stało się! Wypłynęłam w podróż. Swoje wrażenia każdego wieczoru zapisywałam w starym dziadkowym notesie z pożółkłymi kartkami.

Po wielu latach silnik dziadkowej łodzi obudził się gotowy na kolejną podróż. Zadrżałam, czując nieprzeniknioną radość. Moje marzenie się spełnia. Wypływając z portu i żegnając swoje ukochane miasteczko, ukradkiem otarłam łzę spływającą po policzku.
Nie wiedziałam czy wrócę. Kiedy port i miasteczko znikły z pola widzenia, sięgnęłam po mapę, którą sporządzałam przez te kilka długich miesięcy. Czarnym piórem zaznaczyłam dwa porty, w których miałam się zatrzymać. Spojrzałam na wieszak i stary płaszcz dziadka. Uśmiechnęłam się do siebie, uświadamiając sobie, że moja morska przygoda właśnie się rozpoczyna.

Bardzo szybko odnalazłam pierwszy port. Kierowałam się na południowy zachód. Dotarcie do celu zajęło mi dwa miesiące. Rejs przebiegł bardzo spokojnie. Nie miałam awaryjnych sytuacji. Droga, którą płynęłam, była piękna. Morze, chmury o przedziwnych kształtach odbijające się w tafli wody. Byłam szczęśliwa, widząc ten widok. Wszystko szło zgodnie z planem. Kiedy dopływałam do portu, serce biło mi jak szalone. Byłam bardzo ciekawa tego, co tam zobaczę. Zeszłam pod pokład po aparat fotograficzny i torbę.
Gdy dopłynęłam, zacumowałam łódź i wyszłam, by rozejrzeć się po okolicy. Kiedy dotknęłam nogą ziemi, poczułam coś niesamowitego. Miałam wrażenie, że jestem w innym świecie. Zaczęłam szukać wyjścia z portu. Trochę pobłądziłam, zanim znalazłam wyjście. Towarzyszył mi uśmiech, którego nie potrafiłam opanować. Nagle przed oczami stanął mi obraz miasta. Nie wierzyłam w to, co widzę. Uśmiech zaczął przeradzać się w wewnętrzny krzyk! Zrobiłam niepewny krok do przodu. Zaczęłam iść, potykając się o własne stopy. Byłam przerażona tym, co widzę. To miasto było jedną wielką ruiną przepełnioną nędzą i biedą. Jednak bardziej przerażał mnie widok malutkich dzieci biegających boso po ulicy. Miały umorusane twarzyczki i były bardzo wychudzone. Kobiety i mężczyźni stali na targowiskach i sprzedawali, co się dało. Szłam wzdłuż obdrapanych budynków, w których nawet nie było okien. I właśnie w jednym z takich otworów po oknie zauważyłam dziewczynkę machającą do mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam uśmiech i już miałam iść dalej, kiedy poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam tę samą dziewczynkę, którą jeszcze przed chwilą widziałam w oknie. Patrzyła na mnie ufnym wzrokiem. Nie mogłam powstrzymać łez. Wzięłam ją w ramiona, a ona słodkim głosem powiedziała:
- Nazywam się Dajda, a ty, jak masz na imię?
- Nazywam się Natalia – powiedziałam, uśmiechając się przez łzy.
- Dlaczego płaczesz? – zapytała, przyglądając mi się badawczo.
- Widzisz. Jak patrzę wokoło, to robi mi się tak strasznie smutno na sercu. Panuje tu taka bieda. Każdego dnia walczycie o przeżycie. To jest niespra...
W tym momencie przerwała mi Dajda.
- To nie jest najważniejsze – powiedziała pewnie. Popatrz na plażę. Składa się ona z pojedynczych ziarenek piasku. Każde ziarenko jest inne.  Kiedy wszystkie się połączą, tworzą jedną całość. Z nami jest tak samo. Każdy z nas jest inny, ale jesteśmy rodziną. Kochamy się, jesteśmy dla siebie życzliwi i uprzejmi. Pomagamy sobie nawzajem...
Nie wierzyłam w to, co słyszę. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam uśmiech na twarzach tych ludzi. Popatrzyłam na to miasto w zupełnie inny sposób. Najbardziej nie mogłam uwierzyć w to, że uświadomiła mi to taka mała dziewczynka. Była taka mądra. Życie nauczyło ją o wiele więcej niż niejednego wykształconego człowieka. Po chwili Dajda poprosiła mnie o zrobienie zdjęcia. Popatrzyłam na mały ekranik aparatu. Była na nim mała dziewczynka z umorusaną buźką i szczerym uśmiechem. Pokochałam ją całym sercem.

W porcie zostałam miesiąc. Ciężko było rozstać mi się z ludźmi z miasteczka. Bardzo się z nimi zżyłam. Pokochałam to miejsce. Do niedawna myślałam, że potrafię kochać. Myślałam, że wiem, na czym polega prawdziwa miłość. Jak bardzo się myliłam. Ludzie z tego małego miasteczka pokazali mi, że miłość to trudne pojęcie, ale bardzo łatwo można się go nauczyć. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce, w oczach miałam łzy rozpaczy. Wyjeżdżając stąd, miałam w oczach łzy szczęścia. Na pożegnanie dostałam od Dajdy woreczek piasku z pobliskiej plaży. Kto by pomyślał, że to będzie najlepszy prezent, jaki dostałam w życiu. Wsiadając do łodzi, pomyślałam sobie, że to nie koniec wspaniałych przygód. Wyciągnęłam mapę i wodząc po niej palcem, wytyczyłam sobie kolejny morski szlak...

            Mój sen przerwał głośny szum wiatru. Postanowiłam wyjść na pokład i sprawdzić, co się dzieje. Tak jak myślałam, morze w końcu pokazało swoje prawdziwe oblicze. Byłam gotowa na walkę z potężnym żywiołem. Mimo ogromnego strachu, który mnie paraliżował, musiałam działać. Łódź kołysała się na boki. Mimo trudności złapałam za ster.
Po kilkugodzinnej męczarni udało mi się. Sztorm minął i zza chmur wyszło słońce. Byłam wyczerpana i nie miałam na nic siły. Postanowiłam chwilę odpocząć. Schodząc pod pokład, marzyłam tylko o tym, żeby się położyć. Kiedy włożyłam rękę pod poduszkę, poczułam między placami coś w rodzaju naszyjnika. Usiadłam i wyciągnęłam go. Na łańcuszku wisiała zawieszka w kształcie serca. Otworzyłam ją i moim oczom ukazało się malutkie zdjęcie kobiety. Widziałam ją po raz pierwszy. Nagle zaczęłam sobie przypominać opowieści dziadka. Często opowiadał mi o namiętnej przygodzie na morzu. Jeszcze raz spojrzałam na zdjęcie. Lśniące włosy, błysk w oku i niezwykle szczery uśmiech. Wzięłam łańcuszek i włożyłam go do starego płaszcza dziadka. Pomyślałam, że lepiej będzie, jak będzie przy nim. Zapominając o przerażającej nocy, zasnęłam głębokim snem.           

            Nie było łatwo odnaleźć drogi do drugiego portu. Pogoda była w kratkę i sprawiała mi trudności. Były momenty, kiedy traciłam nadzieję. Były chwile załamania, płaczu w poduszkę. Czasami wychodziłam na pokład i krzyczałam POMOCY, mając nadzieję, że ktoś mnie usłyszy. Były też chwile radości, kiedy wystawiałam głowę do słońca i oglądałam stare zdjęcia znalezione na pokładzie. Często wracałam myślami do tamtego miasteczka i małej dziewczynki o imieniu Dajda. Pewnego ranka, analizując mapę, zauważyłam wyłaniający się port. Radości nie było końca. Po długim roku tułaczki odnalazłam to miejsce. Moja twarz zalała się łzami. Wzięłam do ręki aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Chciałam uwiecznić tę chwilę. Kiedy zacumowałam i wysiadłam z łodzi, nogi się pode mną ugięły. Ten port różnił się od poprzedniego. Był o wiele bogatszy. Oprócz mojej łodzi stały tu jeszcze inne. Z torbą na ramieniu i aparatem na szyi szłam rozejrzeć się po okolicy. Zobaczyłam tu całkiem inny świat. Szłam ulicami, czując się osaczona wielkimi wieżowcami. Miałam wrażenie, że któryś zaraz na mnie spadnie i mnie zmiażdży. Co chwilę ktoś mnie popychał. Było tu mnóstwo kobiet i mężczyzn ubranych na służbowo z teczkami w rękach dopijających zimną już kawę z plastikowych kubeczków. Jedni wchodzili, inni wychodzili ze szklanych olbrzymów. Ubrana w koszulkę, krótkie spodenki i adidasy czułam się tu jak jakiś odmieniec. Nie pasowałam do tego towarzystwa, chociaż i tak nikt nie zwracał na mnie większej uwagi. Postanowiłam poszukać jakiejś wąskiej uliczki, w której nie panowałby taki chaos. Przejście przez tłum pędzących ludzi przypominał labirynt tunelów z mojej ukochanej bajki, którą czytał mi dziadek. Była to Alicja w krainie czarów. Patrząc na przechodniów, czułam się dokładnie, jak Alicja. Nagle z chwilowego zamyślenia wyrwał mnie cichy płacz dochodzący z tłumu. Postanowiłam iść w tym kierunku. W końcu dotarłam do uliczki za rogiem. Siedział tam mały chłopiec i cichutko pochlipywał. Usiadłam obok niego i objęłam go, nie wypowiadając żadnych słów. Chłopiec podniósł wzrok i spojrzał na mnie załzawionymi oczyma, po czym powiedział:
- Mama mnie już nie kocha.
Całkowicie zdezorientowana tym, co usłyszałam, przytuliłam go i powiedziałam:
- Hej! Na pewno tak nie jest. Uśmiechnij się. Jeżeli chcesz, zaprowadzę cię do mamy.
- Nie! Ty nic nie rozumiesz! Mama mnie już nie kocha. Nie ma dla mnie czasu. Ciągle tylko pracuje - powiedział z żalem w głosie.
W tym momencie przypomniałam sobie Dajdę i jej rodziców. Mimo tego, że trudno było
im utrzymać wielodzietną rodzinę, zawsze mieli czas dla swoich dzieci. Coś we mnie pękło, ale starałam się tego nie okazać przy chłopcu. Byłam wściekła, że przez cały rok ryzykowałam życiem, żeby przyjechać do przepięknego, wręcz idealnego świata, w którym zamiast ideałów spotykam chłopca, o którym zapomniała rodzina. Miałam pewien pomysł. Wyciągnęłam aparat i poszukałam zdjęcia, które zrobiłam małej dziewczynce w tamtym porcie. Pokazałam je chłopcu, mówiąc:
- Popatrz na tę dziewczynkę. Zobacz, jaka jest uśmiechnięta. Też chciałbyś być taki radosny?
- Chciałbym, ale nie mam powodów do uśmiechu. Mama pewnie zapomniała o moim istnieniu - powiedział zrezygnowanym głosem. – Nie powiedziałem ci, jak się nazywam. Mam na imię Neo. A ty, jak się nazywasz? – Zapytał, uśmiechając się do mnie.
- Nazywam się Natalia – odpowiedziałam z równie szczerym uśmiechem.
W tym porcie również spędziłam miesiąc. Przez ten jeden miesiąc nauczyłam Nea miłości
i przyjaźni. Pokazałam mu zdjęcia z poprzedniego portu. Opowiedziałam mu mnóstwo historii, jakie usłyszałam od tamtejszych ludzi. Słuchał tego wszystkiego z zainteresowaniem i z wypiekami na twarzy. Z dnia na dzień zaczął częściej się uśmiechać. Kiedy nadszedł dzień powrotu do mojego nadmorskiego miasteczka, Neo żegnając się ze mną, powiedział takie słowa:
- Popatrz na plażę. Ta plaża składa się z pojedynczych ziarenek piasku. Kiedy się połączą, tworzą całość. Tutaj gdzie mieszkam każdy jest inny i utopił swoje uczucia, dlatego nie możemy być rodziną. Ale niedługo to się zmieni. Zmieni się to w mojej rodzinie. Odnajdę w rodzicach uczucia! Dziękuję ci za to, co dla mnie zrobiłaś.
Uśmiechnęłam się na te słowa. Wiedziałam, że moja misja została zakończona. Na koniec zrobiłam zdjęcie chłopcu. Towarzyszył mu taki sam uśmiech, jak dziewczynce. I oczywiście nie obyło się bez prezentu. Dostałam drugi woreczek piasku z plaży. Niby taki sam piasek, ale jak bardzo się różni. Dostałam dwa najlepsze prezenty w swoim życiu. Czas wracać do domu...

            Droga powrotna upłynęła szybko i pomyślnie. Kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, zobaczyłam swoje miasteczko. Od mojego wyjazdu nic się nie zmieniło. Byłam przepełniona radością i szczęściem. Akurat zapisałam ostatnią kartkę w dziadka notatniku. Zacumowałam towarzyszkę mojej podróży na jej odwiecznym miejscu. Zasłużyła na odpoczynek. Założyłam torbę na ramię i aparat na szyję. Jeszcze raz spojrzałam w stronę morza zadowolona, że spełniłam nasze marzenie. Zbiegłam po starym drewnianym trapie z notatnikiem pod pachą. Znalazłam te małe, z pozoru proste rzeczy. Teraz pozostało mi tylko nauczyć was, jak z nich korzystać. Ja zdążyłam wysłać do świata pocztówkę ze swojego życia. Teraz kolej na Ciebie.

Natalia Bodnar
II klasa gimnazjum
Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy w Starkowie
Starkowo 10, 77-235 Trzebielino
nauczyciel: mgr Anna Kowalczyk


Dziewczyna

Stary zegar wiszący na ścianie wskazuje pierwszą. Tej nocy czas tak szybko leci. Nie mogę zasnąć. To przez księżyc. Jego promienie przebijają zasłony w oknach i wpadają do sieni. Błogą ciszę zakłóca podmuch wiatru na zewnątrz. Wlatuje do pomieszczenia przez małe szparki w oknie i delikatnie muska moją twarz chłodnym powietrzem. Dzisiejsza noc jest wyjątkowo tajemnicza. Czuję, że coś się zaraz wydarzy.

Nagle światło w moim pokoju zaczyna niespokojnie mrugać. Wiatr, który dotąd muskał moją twarz, zaczyna wbijać mi igły w policzki. Zamykam oczy  i chcę jak najszybciej zasnąć. Już koniec, wszystko ucichło. Otwieram oczy i nie wiem, gdzie jestem. Panuje tu przeraźliwa ciemność. Daję niepewny krok do przodu i uderzam stopą o coś twardego. Błądzę po omacku ręką i w ciemności trafiam na poręcz. To muszą być schody, tylko gdzie one prowadzą? Pomału po nich wchodzę, lecz przy każdym moim kroku skrzypią coraz bardziej. Na korytarz przez lekko uchylone drzwi pada wąska i słaba smuga światła. Po cichu, kontrolując każdy swój krok, wyglądam przez drzwi. Wiem, że w ciemności jestem niezauważalna. Zaglądam do środka. Moim oczom ukazuje się pokój. Wychylam się lekko, aby zobaczyć, co się w nim znajduje. Widzę dziewczynę siedzącą przy oknie. Wpatruję się w mrok panujący na zewnątrz. Wokół niej leży stos zdjęć i starych listów. Na małym stoliku w kącie pokoju resztkami sił dopalająca się świeca pragnie wykrzesać z siebie jak najwięcej światła i ciepła. Jest tu bardzo cicho. Czasami ciszę tę zakłóca odgłos kropli deszczu spadających z wdziękiem na drewnianą podłogę. Nadaje to idealny i niezakłócony kanon melodii. Za oknem na uliczce zapala się lampa. Deszcz zamienia się w ulewę. Zaczyna wiać wiatr. Pojawiają się intruzi i kanon melodii zostaje zerwany. Deszcz wali w szyby, a jego małe dotąd kropelki zamieniają się w strumienie smutku i bezsilności. Gwizdy wiatru przemieszczają się przez nieszczelne okno. Dziewczyna dostrzega zarys trzech postaci. Wszyscy trzymają się za ręce. Są weseli, uradowani. W ręku trzymają parasol, który wygina się przy powiewach wiatru. Dostrzegam, że dziewczyna od dłuższego czasu ściska w ręku fotografie, której wcześniej nie widziałam. Zaciska zęby, żeby się nie rozpłakać. Nie chce pokazać, że brakuje jej rzeczy, którą jej odebrano. Tamtą rodzinę, którą widziała, łączy bardzo silna więź, jaką jest miłość. Teraz wyraźnie widzę, kto jest na fotografii. Jest na niej dziewczynka z rodzicami. Tą małą dziewczynką jest ona. Wszyscy są  tu szczęśliwi i uśmiechnięci, zupełnie jak tamta rodzina. Dziewczyna spogląda w okno. Nie ma już tej rodziny. Po prostu zniknęła.

Na pustej ścianie malują się cienie płomieni rzucanych przez resztkę świecy. Te cienie przypominają twarze. Dla dziewczyny są one znane, jednak nie dla mnie. Po chwili czuję, że muszę wpatrywać się w te cienie jak ona. One chcą opowiedzieć  mi pewną historię. Więc patrzę i opisuję. Mała uliczka, na którą pada światło lampy. Drogą idą rodzice i mała dziewczynka. Są bardzo szczęśliwi i czymś przejęci. Nagle cały ten obraz zaczyna zakrywać wielka ciemna fala i ... świeczka gaśnie.

Wychodzę z odrętwienia. Nic nie widzę, bo panuje tu zupełna ciemność. Słychać tylko szum wiatru i uderzenia deszczu. Drżącymi rękami szukam w kieszeniach przemoczonego płaszcza zapałek. Znajduję je i zapalam jedną zapałkę. W pomieszczeniu od razu robi się jasno. Nic nie widzę z oślepienia blaskiem. Płomień zaczyna parzyć mnie w palce. Szybko zapalam drugą zapałkę. Wyraźnie widzę dziewczynę. Jakiś głos w środku mówi mi, że muszę do niej iść. Zapalam trzecią zapałkę. Idę w jej kierunku, jestem już bardzo blisko. Nachylam się i po prostu chcę ją przytulić. Nie chcę nic mówić, bo słowa teraz nic nie znaczą. Chcę ją tylko przytulić, ale jej już nie ma. Nic nie rozumiem, przecież cały czas tu była! Zamykam oczy z bezsilności. Kiedy je otwieram jestem w swoim pokoju. Zastanawiam się, czy  to był sen. Nie, to nie mógł być sen!

Spoglądam w okno i widzę obraz dziewczyny rozmywający się w powietrzu. Przestraszona podchodzę do biurka. Leży na nim fotografia rodziny, którą trzymała dziewczyna. Dołączyła do niej list:

Poznałaś już moją historię, ale pewnie nie do końca ją rozumiesz. Ja wiem, że moi rodzice mnie nie opuścili. Wiem, że są blisko mnie. Codziennie czuję ich obecność, ale tak strasznie mi ich brak. Mnie już tu nie ma. Cały czas błąkam się, kluczę po omacku, aby ich znaleźć. To kara za to, że nie dałam sobie rady, kiedy odeszli. Koniecznie chciałam do nich dołączyć. Byłam niecierpliwa, nie dawałam sobie rady bez nich. Myślałam, że jak umrę, to szybciej będę z nimi. Niestety myliłam się. Mimo tego, co zrobiłam, dano mi drugą szansę. Wiem, że muszę ją dobrze wykorzystać. Nie poddam się i jestem pewna, że w końcu ich spotkam.

Ps. Fotografię na razie zatrzymaj. Zabiorę ją od Ciebie, jak ich odnajdę. Ona zniknie tak, jak ta rodzina za oknem, jak ja.

                                               Do zobaczenia na końcu świata - J.  

Natalia Bodnar
II klasa gimnazjum
Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy w Starkowie
Starkowo 10, 77-235 Trzebielino
nauczyciel: mgr Anna Kowalczyk


FINALISTKA KONKURSU KNOW POLAND-POZNAJĘ POLSKĘ
UCZY SIĘ W NASZYM GIMNAZJUM

15 marca 2012 r. został rozstrzygnięty konkurs pn. Know Poland –Poznaję Polskę, w którym mogli brać udział uczniowie polskich szkół z całego świata. Jedną z laureatek tego konkursu została uczennica naszego gimnazjum – Monika Szczęsna.

Aby znaleźć się w gronie zwycięzców, Monika musiała wykonać tytaniczną pracę.

Konkurs składał się z trzech etapów. W pierwszej i drugiej rundzie Monika odpowiedziała poprawnie na kilkadziesiąt pytań zawartych w testach wielokrotnego wyboru. Pytania dotyczyły wiedzy ogólnej o Polsce z dziedzin takich jak: historia, literatura, geografia, przyroda, polityka, życie codzienne, kultura, sport, sławni ludzie, słynne cytaty. Zadaniem finalistów, czyli uczestników trzeciej rundy, było napisanie rozprawki na jeden z 15 podanych tematów.  Monika w swojej rozprawce starała się odpowiedzieć na pytanie:

Jak zachęciłabyś/zachęciłbyś osobę, która chce opuścić Polskę do pozostania w kraju? Jakie byłyby argumenty za, a jakie przeciw?

 

Do finałowego etapu zgłoszono 81 prac.

W tym roku poziom nadesłanych prac był wyjątkowo wysoki – można przeczytać na stronie organizatora konkursu. Jesteśmy dumni, że na taką opinię zapracowała także Monika, która będzie reprezentować nasze gimnazjum przed kapitułą konkursu Know Poland –Poznaję Polskę.

W dniach 11-13 kwietnia organizatorzy konkursu zapraszają laureatów do Warszawy.

W programie spotkania przewidziany jest spektakl w teatrze Buffo pt. „ Hity Buffo – koncert”, warsztaty w Centrum Sztuki Współczesnej, zwiedzanie Warszawy z przewodnikiem oraz warsztaty zorganizowane przez Dom Spotkań z Historią. Oprócz tych atrakcji Monika otrzyma również nagrody gwarantowane: 1000 zł, dyplom i książkę.

Monika Szczęsna

 

Temat nr 14.

Jak zachęciłabyś/zachęciłbyś osobę, która chce opuścić Polskę do pozostania w kraju? Jakie byłyby argumenty za, a jakie przeciw?

 

„Polska moim miejscem na Ziemi”

 

Czy wyjechalibyście z Polski? Na to pytanie, wydaje mi się, większość, przynajmniej młodych ludzi, odpowiedziałaby twierdząco. Dzisiaj bowiem nikogo nie dziwią wyjazdy Polaków poza granice państwa, gdyż emigracja to obecnie bardzo częste zjawisko. Naszych rodaków można spotkać niemal we wszystkich zakątkach świata.

Co sprawia, że Polacy tak chętnie wyjeżdżają? Powodów jest wiele. Ale czy są aż tak istotne? Nawiązując do powszechnie znanego powiedzenia, „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”, interpretując dom jako ojczyznę, postaram się w swojej pracy przedstawić argumenty przemawiające za pozostaniem w kraju ojczystym. Postawię się w sytuacji doradcy potencjalnego emigranta, by ukazać wady i zalety wyjazdu z Polski.

Czym jest emigracja?

Emigracja to według definicji słownikowej wędrówka ludności mająca na celu zmianę miejsca pobytu.

Ze względu na czas trwania emigracji dzielimy ją na trwałą i czasową. Natomiast biorąc pod uwagę cel emigracji, wyróżniamy głównie emigracje ekonomiczne, czyli w celach zarobkowych, edukacyjne, społeczne - wynikające z chęci zmiany środowiska, polityczne - spowodowane wojnami i uciskiem oraz religijne, czyli z powodu prześladowań religijnych.

Słów kilka o przyczynach

Dawniej zjawisko emigracji Polaków kojarzone było z przymusem. Pamiętamy z historii, jak nasi rodacy opuszczali kraj w wyniku wojen, po powstaniu styczniowym, listopadowym. Zmuszeni byli uciekać z kraju, opuszczać swoje rodziny w okresie wojennym i powojennym.

Dzisiaj nikt nie każe nam opuszczać kraju, nie ma wojny, ani ucisku władzy, żyjemy w wolnym kraju. Nie ma masowych wywózek i zsyłek. Obecnie Polacy wyjeżdżają, bo chcą, a główną przyczyną emigracji jest poprawa własnego bytu. Polacy niezadowoleni ze swojej sytuacji materialnej decydują się na tymczasowy wyjazd za granicę, który nierzadko zamienia się w pobyt stały.

Kolejną istotną przyczyną emigracji jest chęć nauki za granicą

Z kraju wyjeżdżają zdolni i inteligentni młodzi ludzie. Zagraniczne uczelnie gwarantują prestiż i wysoką jakość kształcenia, a po ukończeniu ich łatwiej znaleźć pracę. 

 Nie wolno też pominąć przyczyn społecznych. Młodzi, odważni i ciekawi świata Polacy chcieliby zwiedzać świat, poznawać inne kultury oraz przeżyć wiele przygód. Inne obyczaje, nieznani ludzie i nowy język

w połączeniu z możliwością zarobku to bardzo silny magnes przyciągający do innych państw młodych mieszkańców Polski.

A może jednak Polska?

Nie wątpię w to, że wszyscy chcielibyśmy, aby nasz kraj się rozwijał. Jednak, jak może się to stać, gdy nieustannie opuszczają go jego obywatele? W Stanach Zjednoczonych mieszka około 10 milionów Polaków (1,5 miliona w Chicago), w Niemczech około 2 milionów, we Francji około 1 miliona,  a w Wielkiej Brytanii ok. 0,5 miliona Polaków. Polska traci przez to wykształconych ludzi i równie niezbędnych pracowników fizycznych. Dlaczego nie zostać w ojczyźnie? Dlaczego nie budować silnego państwa,  zamiast pracować na rzecz innych? Dlaczego tak rzadko myśli się o konsekwencjach emigracji, które źle wpływają na nasze życie? Według mnie odpowiedź jest prosta. My, Polacy, nie doceniamy własnego potencjału i jesteśmy zapatrzeni w obraz bogatego zachodu. Ciągle tylko narzekamy. Myślimy, że nie można zmienić na lepsze własnego kraju. Uważamy, że zachodnie państwa to niemające sobie równych potęgi. Często zapominamy, że żyją tam ludzie tacy sami jak my, również mający swoje sukcesy i porażki. Pamiętajmy, że wyjeżdżając za granicę, nikt nie da nam nic za darmo, będziemy musieli pracować tak samo, jak we własnym kraju. Należy się zastanowić, czy korzyści z wyjazdu nie będą mniejsze niż poniesione straty.

Bilans zysków i strat

Jeżeli chodzi o straty wynikające z emigracji, śmiem twierdzić, że główną jej wadą jest rozłąka z rodziną. Nawet gdy wyjeżdża się pracować tylko „sezonowo” i co jakiś czas wraca się do domu, wprowadza to w życie rodziny ogromny chaos . Osobiście spotykam się z takim problemem, gdyż wielu moich znajomych ma rodziców, którzy wyjeżdżają z Polski. Podczas nieobecności rodziców pozostają oni pod opieką babci, cioci. Jednak nikt nie zastąpi mamy i taty. Myślę, że woleliby oni mieć swoich rodziców przy sobie każdego dnia.  Również dla samego emigranta rozłąka z najbliższymi nie jest dobra, gdyż świadomość, że wiele kilometrów dzieli go od własnych dzieci, bardzo boli. Rozmowy przez telefon czy e- maile nie zastąpią bezpośrednich kontaktów i wspólnie spędzonych chwil. Rozłące towarzyszy uczucie samotności, pustki i tęsknoty. Zdarza się, że małżeństwa na odległość nie wytrzymują próby czasu i rodziny rozpadają się.

Tęsknota to uczucie, z którym muszą się zmierzyć osoby przebywające na obczyźnie. Nawiązując do tego, ostatnio w prasie ukazał się  artykuł o Irenie Jarockiej, polskiej piosenkarce zmarłej w styczniu 2012 roku. Artystka przez wiele lat mieszkała za granicą, ale zawsze tęskniła za Polską. „Mieszkałam w wielu miejscach, ale zawsze moim portem docelowym była Polska, zawsze do niej tęskniłam, chciałam wracać. Kocham zapach polskiej wiosny, jesieni” - wyznała Irena Jarocka.

Wyjazd za granicę to wielka zmiana w życiu. Inne miejsce, inne społeczeństwo, inna kultura… Za granicą bardzo często panują też odmienne poglądy i obyczaje, a ludzie inaczej się do siebie odnoszą. Różnice kulturowe widoczne są nie tylko w sztuce, muzyce, architekturze, ale w szczególności w mentalności tamtejszych mieszkańców. Nie wiadomo, jaki wpływ wywrze na polskiego emigranta nowe miejsce pobytu i osoby tam poznane.

Trzeba być świadomym, że wracając do kraju, możemy być innym człowiekiem, mieć odmienny stosunek do życia i ludzi. Nie chcę powiedzieć przez to, że emigracja i kontakt z inną kulturą wpływa jedynie negatywnie na człowieka, pragnę tylko zaznaczyć, że trzeba być przygotowanym na zetknięcie się z nową rzeczywistością w obcym kraju. Jeśli nie jest się na to gotowym, zdecydowanie odradzam opuszczenie Polski.

Jak już wcześniej wspominałam, ludzie opuszczają Polskę głównie ze względu na chęć zarobienia większych pieniędzy. Osobie, która chce wyemigrować w tym celu, poleciłabym jeszcze raz zastanowić się, czy jej sytuację materialną da się polepszyć tylko dzięki pracy za granicą, czy naprawdę potrzebuje więcej gotówki. Gdy ma się rodzinę, to możliwość zarobienia pieniędzy na nowy samochód czy dom powinna być nieistotna, gdyż przez wyjazd tracimy cenny czas z nią spędzony. Czasem jednak uważa się, że emigracja to ostateczne i nieuniknione wyjście, by zarobić niezbędne pieniądze. Myślę, że na ten krok powinno się zdecydować, gdy naprawdę nie mamy innych opcji, jak np. znalezienie lepiej płatnej pracy w kraju czy pożyczka od znajomych.

Wrócę teraz do zagadnienia emigracji edukacyjnej. Jak już wspominałam, dotyczy ona zdolnych młodych ludzi chcących zdobyć jak najlepsze wykształcenie poza granicami państwa polskiego. Już sam fakt, że mają możliwość studiować na prestiżowych zagranicznych uczelniach świadczy o ich inteligencji i talencie. Ale nie sam prestiż jest najważniejszy, tylko chęć zdobywania wiedzy, umiejętności, wytrwałość w dążeniu do celu. Szkoda byłoby stracić tak uzdolnionych i ambitnych ludzi, dlatego za wszelką cenę chciałabym ich zatrzymać w kraju. Przecież w Polsce też są bardzo dobrze kształcące renomowane uczelnie, wykwalifikowani wykładowcy, miejsca do rozwoju pasji i zainteresowań. W ostatnich latach polskie szkoły wyższe zaczęły się reklamować i stosują rozmaite zabiegi, by w przyszłości uczyli się na nich najlepsi studenci. Polskim miastom również zależy na obecności studentów, którzy w przyszłości będą pracować i dbać o ich rozwój.

Ale jedno jest pewne: szczególnie polecam podróże turystyczne do innych krajów. Dzięki podróżom poznajemy nowe miejsca i nowych ludzi, kultury i języki, wzbogacamy wiedzę o świecie, poszerzamy horyzonty. Podróże kształcą, rozwijają i owocują nowymi doświadczeniami, które można później przenieść i wykorzystać na gruncie polskim.

Patriotyczny punkt widzenia

Osobiście nie wyobrażam sobie, by będąc Polakiem, nie być choć odrobinę przywiązanym do ojczyzny. To kraj, w którym dorastaliśmy i  poznawaliśmy życie. To z Polską wiążą się nasze wspomnienia, te dobre i te złe. Opuścić to miejsce bez chwili zastanowienia i żalu? Nie wyobrażam sobie tego. Jestem Polakiem, więc jestem częścią Polski, częścią jej historii. Pomyślmy też w ten sposób: żyjemy w wolnym, rozwijającym się kraju, a dobrowolnie z niego uciekamy. Sądzę, że nie o to walczyły poprzednie pokolenia żyjące pod uciskiem innych państw.

Podsumowanie

Uważam, że jako Polacy powinniśmy żyć we własnym kraju i pracować dla jego rozwoju. Polska to nasz dom, który powinien stać się dla nas najlepszym miejscem na Ziemi. To czy tak będzie, zależy tylko od naszego sposobu myślenia. Kochajmy Polskę i dbajmy o nią, nie szukajmy lepszego życia na emigracji - możemy je stworzyć tutaj, we własnym kraju. Niech moje argumenty wesprze autorytetem starożytny poeta rzymski Owidiusz, który powiedział: „Jest coś w tym, że człowiek chce być blisko ojczystej ziemi”.

Uczniowie szczególnie uzdolnieni

Rok szkolny 2011/2012


Monika Szczęsna, uczennica klasy 3b jest stypendystką „Programu pomocy stypendialnej dla uczniów szczególnie uzdolnionych z obszaru województwa pomorskiego”.

„Program pomocy stypendialnej dla uczniów szczególnie uzdolnionych z obszaru województwa pomorskiego”

skierowany jest do szczególnie uzdolnionych, zwłaszcza w zakresie nauk matematyczno - przyrodniczych i technicznych uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych

pochodzących z rodzin,

w których barierę w rozwoju edukacyjnym stanowi niekorzystna sytuacja materialna.

Celem programu jest:


  • stworzenie warunków równych szans edukacyjnych poprzez udzielenie wsparcia uczniom napotykającym na bariery o charakterze środowiskowym, ekonomicznym  geograficznym uniemożliwiające rozwój edukacyjny;
  • wzmocnienie zainteresowania uczniów przedmiotami matematyczno – przyrodniczymi i technicznymi oraz podniesienie atrakcyjności tych przedmiotów w procesie edukacji;
  • oraz ukierunkowanie uczniów na rozwój kluczowych kompetencji.




Stypendysta, w trakcie trwania Programu, objęty zostaje opieką dydaktyczną przez nauczyciela posiadającego, zgodnie z obowiązującymi przepisami, kwalifikacje umożliwiające realizację założonego Indywidualnego Planu Edukacyjnego Ucznia. Opiekunem Moniki jest pani Katarzyna Orbik – Balcerzak.

Dodatkowo Monika jest uczestniczką programu „Zdolni z Pomorza” Departamentu Edukacji i Sportu Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Dziedziną, którą wybrała trzecioklasistka  jest fizyka.

Monice gratulujemy i życzymy samych sukcesów w nauce ;)


Za wyniki w nauce w roku szkolnym 2008/2009 Uchwałą Zarządu Województwa Pomorskiego następujący uczniowie Gimnazjum im. Zjednoczonej Europy w Starkowie otrzymali stypendium w ramach projektu: „Program pomocy stypendialnej dla uczniów szczególnie uzdolnionych z obszaru województwa pomorskiego”

Malwina Czerwonka

Justyna Matyszewska

Łukasz Michalak

Aneta Sibińska

Anna Ujma

Marta Wirkus

Angelika Markiewicz

    15.12.2009r. uczniowie naszego gimnazjum uczestniczyli w uroczystej gali „Wręczenia stypendiów dla uczniów szczególnie uzdolnionych z obszaru województwa pomorskiego” na rok szkolny 2009/10.

Powyższa uroczystość odbyła się w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku.
Wręczenia stypendiów dokonał Jan Kozłowski – Marszałek Województwa Pomorskiego.